Forum Pisarskie podziemie Strona Główna
Zaloguj Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy
Lucek, Lusia i odkurzacz

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Pisarskie podziemie Strona Główna -> Opowiadania
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
niespokojna




Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 437
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: nibylandia

PostWysłany: Śro 0:43, 08 Sty 2014    Temat postu: Lucek, Lusia i odkurzacz

Natchnęła mnie ciotka, tak miało chyba być.

***
Lucek, Lusia i odkurzacz

Park, moje miasto. Pierwszy dzień stycznia, łeb mnie trochę boli, ale śnieg dalej nie spadł co jest pewnym źródłem mego optymizmu i wątłego uśmiechu na twarzy.
Włosy mam świeżo umyte, a to, że jestem odrobinkę wczorajsza.. to wszystko wina wermuta. Siedzę na urobionej przez gołębie ławce, rozmyślam, rozglądam się po tych wszystkich innych ławkach. Pustych.
Wiatr wieje, słońce świeci, kwiatki nie pachną, ale na pewno by to robiły gdyby to tylko była ich pora na pachnienie. Czekam na Kacpra, poczekam sobie. Jestem zupełnie pewna, że można mnie nazwać niepunktualną osobą, ale jestem kobietą- to mi się wybacza, a z Kacprem to zupełnie inna historia. Przychodzi człowiek w umówione z nim miejsce i pozostaje nadzieja, że chociaż dzień spotkania zapamiętał poprawnie.
Wyciągam szminkę, maluję szybko usta, zerkam na nią i trach! Znowu, znowu to samo! Jakbym tej szminki nie używała, czy prosto, czy z boku czy na ukos zawsze nabiera tego idealnie penisoidalnego kształtu. Święty fallusie, czy to kosmos do mnie przemawia?
Mija kolejne pięć minut, nie dzieje się nic ciekawego, w momencie w, którym zaczęłam programować się na około dwudziestominutowe oczekiwanie na coraz chłodniejszej ławce ujrzałam coś co w najwyższym stopniu przykuło moją uwagę.
I wyglądało to tak: ja, park, ławki urobione przez gołębie, pierwszy dzień stycznia, śniegu nie widać i ten koleś. Facet jak facet, na pewno starszy ode mnie. Szedł raźno główną ścieżką parku, a za nim na leniwym sznurku podążał odkurzacz.
Stary, opływowy niczym rakieta model. Ostatni raz popularny w czasach gdy posiadanie pralki HANI było prestiżem i ogólnie podnosiło poziom popularności wśród sąsiadek. Kolor nawet niebrzydki bo zielony, znaków szczególnych brak.
Jasne, wszystko w jak najlepszym porządku. Siedzę i wybałuszam te moje ogromne oczy, na tego Pana z zieloną rakietą. On idzie, ja siedzę, on się uśmiecha, ja za minutę szczękę będę zbierała z chodnika, on patrzy na mnie i obiera mój kierunek, ja krztuszę się własną śliną.
„To przez te wszystkie szminki, już będę grzeczna litości” zdążyłam pomyśleć zanim podszedł i zaczął, jak się tego obawiałam, mówić.
Że on jest Lucek, a jego żonka to Lusia, że mieszkają sobie szczęśliwie razem i, ż piękna dziś jest pogoda. A ja siedzę jak ta ostatnia.. i bezczelnie wpatruję się w ten odkurzacz. Z bliska wiele stracił uroku, no ale swoje lata miał co się dziwić.
- Pani Aniu czy ja mogę być Pani kolegą?- zapytał Lucek, przerywając mój niezbyt składny tok myśli.
- Nie wiem czy Pan może. A ten odkurzacz to..?
- Ah no tak, ja do domu wracam z sylwestra, Pani rozumie, posprzątać po imprezie.
- Tak z odkurzaczem, przez park?
- No tak, bo my tam z Lusią mieszkamy i z naszym odkurzaczem, ładny taki zielony jest czy nie?
- Oczywiście, z bliska zyskuje wiele uroku, który w oczy nie rzuca się z daleka- skłamałam, oczywiście gładko.
I tak sobie siedzimy na tej ławce. Pierwszy stycznia, słoneczny park, kwiatki, które powinny pachnieć, ale ich nie ma. Ja, Lucek, opowieść o jego Lusi i ich kochany odkurzacz.
Przybiega Kacper, zdyszany, ale zadowolony z siebie woła:
- Widzisz Anka, tylko gdzieś Cię samą zostawić na pięć minut już Cię ktoś wyrywa!
- Prawidłowo niech wyrywa!- odkrzykuję, no przybyła odsiecz.
Powoli podnoszę się z ławki, rzucam przelotne spojrzenie Luckowi, poprawiam płaszczyk i słyszę:
- Pani Aniu z Pani to równa babka jest- po słowach nastąpił pożegnalny ukłon po czym Lucek zaczął się oddalać.
Przywitałam się z Kacprem, ubrudziłam mu policzek szminką co przez chwilę znów kazało pomyśleć mi o kształcie każdej mojej szminki, po czym rzuciłam ostatnie tęskne spojrzenie za tą cudowną zieloną rakietą, prowadzoną przez Lucka na sznurku i oddaliłam się w miasto wraz ze spóźnialskim Kacprem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Pisarskie podziemie Strona Główna -> Opowiadania Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group, Theme by GhostNr1