Autor Wiadomość
Fraa
PostWysłany: Wto 16:15, 03 Mar 2009    Temat postu:

Sporo powtórzeń - "pięści", "walki", "strażnicy", "kolano", "ból", "cele" i inne. Te nasunęły mi się na samym początku. Warto by było przejrzeć tekst właśnie pod kątem powtórzeń.
I pod kątem fleksji. Bo jest zamieszanie w końcówkach: na przykład jesli wymieniasz broń na samym początku, to raczej używali "strzał sterowanych myślami", a nie "sterowanymi". Bo "władzy" zamiast "władz" to już może być literówka równie dobrze, nie wiem.

Pomysł jest, ale wykonanie sprawia wrażenie, jakby nie przeszło korekty. Wink
adrian_00
PostWysłany: Śro 20:18, 25 Lut 2009    Temat postu: Świat poszedł na przód

To mój następny tekst, mam nadzieje że lepszy od 'Dość ciemnej nocy'. Czekam na opinie i krytykę. Ciąg dalszy raczej nastąpi ponieważ podoba mi się ta historia i ten temat.

________________________________________________________


Świat poszedł na przód…
Żyje w innym świecie. Świecie zmienionym przez wojnę jądrową, potocznie ostateczną wojną. Jestem więźniem-gladiatorem. Z naszych walk żyją władzy upadłego miasta Arrezo.
Niektóre walki są gorsze niż te 3000 lat temu słyszałem o nich z opowieści i legend. My używamy innej broni radioaktywnych mieczy, strzał sterowanymi myślami. Wynalazków przeszłości, tak nie dawnej przeszłości, lecz odległej jakby w czasie istniała dziura. Dziura na wojnę, Kto-Szybciej-Rozszczepi-Więcej-Atomów. Nasz budynek tworzy 6 równoległych pawilonów. Jeden jest przeznaczony całkowicie na ćwiczenia.. Inne tworzą na dole nasze wspólne sypialnie, a na piętrach sale, w których pracujemy, ćwiczymy, odpoczywamy. Nie mamy wstępu do pawilonów E i F. W pawilonie E są bronie, amunicja. A w pawilonie F są kwatery strażników. Miedzy blokami B C jest mała arena. Duża arena znajduje się poza pawilonami przechodzimy tam lochami z względów bezpieczeństwa.

*

Lochy były prawie nieoświetlone. Światło wpadało jedynie z małych podłużnych okienek. Atmosfera tu panująca mówiła sama za siebie. Walki. Pył i piasek wzburzał się na arenie i w lochach. Nazywanymi przez walczących „Lochami przejściowymi” lub mniej optymistycznie „Poczekalnią Śmierci”. W lochach znajdowały się filary wspierające dach. Drzwi otworzyły się wszedł do nas wygrany, a za nim czterech strażników, silnie uzbrojonych. Teraz było słychać okrzyki widzów. Siedziałem na środku oparty o jeden z filarów. Strażnicy złapali trzy osoby. Jedną z nich był mój przyjaciel, Arkus. Oczywiście nie dał się zabrać na arenę. Mówił mi to, wielokrotnie, że jak go wezmą poznają jego pięści. Uderzył strażnika pięścią w twarz, na co pozostali przewrócili go i zaczęli kopać. Nie użyli broni, nie mogli. Nawet tu, nawet po wojnie istnieje kodeks, jakieś prawa. Wokoło nich wzbił się piasek tworząc zasłonę, przez którą nie widzieliśmy, co się z nim dzieje. Nikt nie wstał mu pomóc to nie miałoby sensu.
W momencie, kiedy przestali go kopać, mimo iż wiedziałem, że już nie żyje albo właśnie umiera, chciałem już do niego wstawać, lecz poczułem na ramieniu dłoń.
-Nie kończ jak on- wyszeptał w moją stronę dziadek
Sadze, iż on jest jedną z ważniejszych tu osób. Potrafi załatwić wszystko, co jest potrzebne nam w więzieniu. Od skrętów z herbaty po dziwki i broń. Parę razy załatwiałem z nim interesy, lecz mi chodziło głownie o jedzenie albo czystą wodę z dobrego źródła. Bo to, co tu dostawaliśmy jest okropną mętną wodą, czasami z piaskiem czasami bez. Strażnicy wyszli z dwoma pozostałymi do walki. Zamykając za sobą drzwi z donośnym trzaśnięciem. Wstałem i poszedłem w stronę drzwi, czułem okropny ból w lewym kolanie. Klęknąłem przed drzwiami na prawym kolanie, co trochę osłabiło ból. Przez dziurę w drzwiach widziałem arenę. Po bokach i z przodu była widownia. Około pól stadionu. Chmury były ciemno niebieskie zapowiadającą ulewę i lepszą wodę do picia. Walczących po naszej stronie uzbroili w kuszę z dwoma strzałami myślo-aktywnymi a drugiego w miecz radioaktywny. Przeciwników tworzyli dwaj ludzie dość wysocy około dwóch metrów wzrostu. Obaj uzbrojeni w krótkie miecze i pawęż. Mieli długie włosy sięgające ramion. Strażnicy weszli za metalowe schrony z szybkami do obserwowania walki. Rozległ się dźwięk klaksonu hydraulicznego. Walka się zaczęła. Kusza wypaliła i strzała leciała w kierunku „wysokich”. „Wysocy” przylegli do Siebie plecami zasłaniając się pawężami. Sterującą strzałą chciał zatoczyć łuk wokół nich, lecz nie był najlepszym strzelcem strzała wbiła się w ziemie. „Wysocy” zaczęli biec w stronę naszych więźniów. Jeden z nich zamachnął się mieczem i uderzył człowieka z kuszą prosto w głowę. Przed uderzeniem ta zrobiła się czerwona od promieni jonizujących alfa wychodząca z miecza. Kolejna strzała wypaliła, lecz wbiła się w pawęż. Strażnicy wyszli zza osłon i ruszyli w stronę trzech pozostałych. Kolejny z wysokich wbił swój miecz w brzuch wojownika. Krew trysnęła i zastygła po paru sekundach od promieniowania. Walka skończona, ponownie rozległ się dźwięk klaksonu. Zająłem swoje miejsce, i czekaliśmy na strażników aż wyprowadzą następnych. Dyscyplina panowała w naszym więzieniu, za najmniejszy błąd lub nie przestrzeganie jej były różne kary. Które najczęściej prowadziły do śmierci. Właz tunelu otworzył się, grupa strażników kazała ustawić się nam „gęsiego” i ruszyliśmy w całkowitej ciszy do pawilonu. Weszliśmy na drugie piętro i rozsiedliśmy się do kolacji.
-Ciekawe, co podadzą- stwierdził Jador.
-Może kasze z jakimś sosem, albo jakiś sos z jakąś kaszą- odparłem
Dostaliśmy kasze z sosem, co było do przewidzenia i ku naszemu zdziwieniu na jednego przypadło dzisiaj pół marchewki, która była twarda i sucha. Oczywiście każdy zjadł wszystko z swojej porcji. Ruszyliśmy do prowizorycznych sypialni. Strażnicy pozamykali wszystkie cele. Zająłem swoje miejsce najbliżej okna. Miedzy celami były dziury przy oknach wielkości pięści. Dziadek wyjął osiem skrętów, dwa krótkie noże i małą maczetę. Podał mi maczetę i powiedział –Za niedługo Ci się przyda- Nie odpowiedziałem mu tylko schowałem ją pod swój koc. Nagle przebiegła mi przez głowę myśl, co by się stało gdyby strażnikom zachciało się zrobić rewizje cel. Odpowiedz była by prosta zabiliby mnie, lecz kto nie wziąłby takiego cennego tu prezentu. Położyłem się na boku i powoli odprężałem się. Dziadek załatwiał swoje interesy kolega naprzeciwko mnie palił skręta. Teraz mogłem jedynie rozpaczać dzisiaj zginął mój najlepszy przyjaciel, Arkus. Zasnąłem…

Powered by phpBB © 2001,2002 phpBB Group